|
Projekt "Samoloty z morza" |
|
Wpisany przez Adam Sikorski
|
|
Wspólny projekt TVP i Morskiej Agencji Poszukiwawczej.
To jedna z tych wielkich czekających na odkrycie historii. Oto u wybrzeży Helu dokonał się we wrześniu 1939 roku los Morskiego Dywizjonu Lotniczego a mówiąc precyzyjniej maszyn, na których latali jego piloci. W żadnym muzeum w żadnej kolekcji nie ma dziś nawet większych fragmentów podstawowych samolotów polskiego lotnictwa morskiego czyli R - VIII i R - XIII. Jest jednak szansa na odmianę tej sytuacji. Pomimo upływu niemal 70 lat nikt nie podjął systematycznych poszukiwań w miejscach gdzie maszyny zginęły bądź od niemieckich bomb, bądź zostały zniszczone przez załogi.
Szansa poszukiwań tkwi w ilości tych zniszczonych maszyn i dosyć precyzyjnie określonym obszarze poszukiwań. Byłoby wspaniale gdyby to co uda się wydobyć spoczęło po konserwacji najbliżej swego ostatniego wodowiska czyli w Muzeum Obrony Wybrzeża na Helu. A oto sekwencja zdarzeń wojennych, które doprowadziły do zagłady samolotów Morskiego Dywizjonu Lotniczego. 1 września 1939 roku stan posiadania dywizjonu wynosił 20 maszyn w tym 12 sztuk to samoloty Lublin R - XIII, 2 maszyny R - VIII., jeden RWD - 17 W - samolot któremu poświecimy szczególną uwagę. Poza tym Nikol A-2, FBA - 17, RWD - 13 i CANT Z -506 B. bazą macierzysta MDL był Puck ale na wypadek wojny wyznaczono jak zresztą dla wszystkich lotniczych formacji bojowych bazy zapasowe.
Dla dywizjonu morskiego był to hel od strony zatoki a rozmieszczenie maszyn zaplanowano precyzyjnie przed wybuchem wojny. Kiedy 1 września niemieckie bombowce zaatakowały bazę w Pucku wszystkie maszyny wyszły bez szwanku a zastępca dowódcy, dowódca był jedyną ofiarą ataku bombowego, rozkazał przebazowanie na wodowiska zapasowe. Zakotwiczono je w następujący sposób:
10 wodnosamolotów R - XIII stanęło w odległościach uniemożliwiającym grupowe zniszczenie wzdłuż Długiej Mielizny Helskiej na przestrzeni od "kota" 12,1 do małego cypla Stary Hel FBA - 17H (Schreck) zakotwiczony został przy Starym Helu.
2 samoloty R - VIII zakotwiczono przed Chałupami na wysokości "koty" 5.2, Jeden R - VIII doholowano do Kuźnicy Nicol A - 2 i jeden R - XIII wprowadzono do portu wojennego. Niemal wszystkie stanęły na bardzo płytkiej wodzie nie przekraczającej 2 metrów w pobliżu brzegu. Pomijamy w tych opisach CANTA który 2 września odleciał w głąb kraju i dokonał żywota na stawie Siemień na Lubelszczyźnie.
Już pobieżny rzut oka na to rozmieszczenie samolotów które przez niemal cala kampanię nie uległy zmianie pozwala wytypować dwa obszary poszukiwań Długa Mielizna i Chałupy
Do 7 września samoloty dotrwały we względnym spokoju ale tego dnia dowódca obrony rejonu umocnionego Hel polecił załodze jednego z R - XIII zbombardowanie pancernika "Schlezwig - Holstein". Samolot celu nie osiągnął za to zaatakował niemiecką manifestację zorganizowaną dla uczczenia zdobycia prze Niemców Westerplatte. Rozwścieczeni Niemcy uderzyli na kotwicowiska wodnosamolotów następnego dnia. Następnego dnia o świcie dywizjon JU - 87 zaatakował u brzegów Helu kotwicowisko R - XIII. Maszyny uszkodzone przez bomby załogi zatopiły.
Dobrą dokumentacją pomocną w poszukiwaniach są zdjęcia wykonane później przez Niemców a pokazujące wraki samolotów zalewane przez fale. Tak więc na obszarze Długiej Mielizny możemy oczekiwać w mule dużych fragmentów samolotów. Osobny i szczególny los spotkał RWD - 17 W. Tuz przed kapitulacją Helu dwóch oficerów postanowiło uciec nim do Szwecji. Maszyna wystartowała z Długiej Mielizny. Po starcie przecięła półwysep i niemal natychmiast spadła do wody. Załoga się uratowała. Samolot zatonął. To ważne informacje dlatego, że nie zbombardowany, nie spalony a kompletny samolot powinien spoczywać w pobliżu Helu od strony morza. Tutaj jest szansa na wielki sukces poszukiwawczy.
|